Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lipca 2015

Aleksander Sołżenicyn - Oddział chorych na raka

Paweł Nikołajewicz trafił do szpitala z guzem na szyi. Choć boi się używać słowa „rak”, sąsiedzi w szpitalnym pokoju szybko i bezlitośnie go diagnozują. Czy Paweł Nikołajewicz, oddany pracownik i lojalny członek partii powinien być ulokowany w pokoju i traktowany na równi z innymi, choćby takim Kostogłowem, dożywotnio zesłanym do małej uzbeckiej wioski? To niesprawiedliwe! Szybko jednak okazuje się, że wobec okrutnej choroby jaką jest rak, wszyscy są równi, a zasługi dla kraju nie mają u niego żadnych względów. Zresztą w roku 1955 nadszedł dla Rosji czas przemian i nic już nie jest pewne.

Dawno temu, kiedy jeszcze nie czytałam blogów książkowych (i tym bardziej nie pisałam własnego), w bibliotece chodziłam niezdecydowana od półki do półki i nie wiedziałam, co czytać. Założyłam konto na Lubimy Czytać, oceniłam kilkadziesiąt przeczytanych wcześniej książek i czekałam na wygenerowanie listy rekomendacji. Jedną z zaproponowanych mi przez portal książek i wysoko ocenianych przez innych użytkowników był właśnie "Oddział chorych na raka". Obawiałam się trudnej lektury, dlatego długo odkładałam przeczytanie tej książki, aż wreszcie postanowiłam stawić czoło temu wyzwaniu.

Od razu uprzedzam, że to nie jest lekka i łatwa wakacyjna lektura. Jest dobrze napisana, jednak zwraca uwagę na tyle problemów przeszłych i aktualnych, że czytałam ją dość wolno, z uwagą. To doskonała lekcja historii Rosji i krajów jej podległych, bez walecznych bohaterów, ze zwykłymi ludźmi w rolach głównych. Ludźmi, którzy podlegali dwóm rządzącym siłom: politycznej i rakowi. Jedna silniejsza od drugiej, obydwie zdolne do utrudniania bądź odebrania życia. Władza polityczna potrafiła docenić dobrych działaczy, lecz jej łaska bywała krótkotrwała i zmienna. Rak czasem nagradzał chorych okresami remisji, wracając ze zdwojoną siłę, całkowicie odbierając nadzieję.

Znalazłam tu opis trudnych lat w medycynie. Każdy kolejny światowy sposób leczenia, okazywał się po czasie bombą zegarową z opóźnionym zapłonem, powodował prawie tyle samo szkód co choroba. Codziennie naświetlanie rentgenem, terapia hormonalna. Ale czy nie lepiej było pomagać i dawać nadzieję, jednocześnie świadomie bądź nie, szkodząc, niż od razu pozbawić złudzeń? Lekarze stawali przed trudnym dylematem. Chcieli wierzyć nauce, lecz ona czasem zawodziła.

Na kartach powieści poznałam wielu bohaterów, różniących się między sobą tak mocno, jak to tylko możliwe. Chorzy i lekarze, mężczyźni i kobiety, bogaci i biedni, wolni i z wyrokiem. Przykłady można by mnożyć bez końca. A jednak w tej szpitalnej sali wszyscy chorzy stawali się równi, bez względu na różnice, wcześniejsze dokonania. Śledziłam ich losy z narastającą ciekawością, w duchu życząc im wyleczenia tej okrutnej choroby.

To książka, którą warto przeczytać, choć nie ma tu pędzącej akcji czy zaskakującego  zaskoczenia. Warto poznać mentalność Rosjan, ich historię dnia codziennego, o której podręczniki nie wspominają.
Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam opasłe tomiska

Twórczość autora:
- Archipelag Gułag (tomy I-III)
- Dwieście lat razem. Część pierwsza. W przedrewolucyjnej Rosji
- Jak odbudować Rosję? Refleksje na miarę moich sił
- Jeden dzień Iwana Denisowicza
- Jeden dzień Iwana Denisowicza i inne utwory
- Kochaj Rewolucję
- Krąg pierwszy
- Lenin w Zurychu
- Morelowe konfitury
- Oddział chorych na raka
- Przełomy. Opowiadania zebrane 1959-1998
- Rosja w zapaści
- Sierpień czternastego
- Wpadło ziarno między żarna
- Wśród bolszewików
- Zgoda Matriony
- Żyj bez kłamstwa. Publicystyka z lat 1973-1980

sobota, 18 lipca 2015

Virginia C. Andrews - Kwiaty na poddaszu

Piętnastoletni Chris. Dwunastoletnia Cathy. Pięcioletnie bliźnięta: Carrie i Cory. Gdy umiera ich ukochany ojciec, matka nie jest w stanie utrzymać domu i spłacać długów, szuka więc pomocy u swoich rodziców. Wyrzekli się jej, gdy wzięła ślub z zakazanym mężczyzną, a teraz Corrine próbuje odzyskać ich przychylność. By to zrobić, udaje przed ojcem, że nie ma dzieci. Jej matka uczestniczy w spisku, pozwalając dzieciom ukryć się w nieużywanym pokoju i bawić się na poddaszu. Chwilowe rozwiązanie przechodzi w kolejne tygodnie, miesiące, lata…Co dzieje się głowach dzieci, które pozostają w zamknięciu, skazane tylko na swoje towarzystwo?
„Kwiaty na poddaszu” to książka, która pojawiła się już na bardzo wielu blogach, dlatego chciałam wreszcie sama sprawdzić, jakie wrażenie zrobi na mnie ta historia. Kiedyś czytałam książkę o podobnej tematyce- „Pokój” Emmy Donoghue, która poruszyła mnie do głębi. Czy tak było i w tym przypadku?

Powieść Virginii Andrews zaczyna się opisem szczęśliwego życia kochającej rodziny. Nagła śmierć ojca sprawia, że sielskie dzieciństwo czwórki dzieci zmienia się w koszmar. Zamknięte, z nadzieją czekają na zmianę sytuacji, ufnie wierząc w zapewnienia matki, szukając dla siebie coraz to nowych rozrywek. Z biegiem czasu przyzwyczajają się do swojego więzienia, wypracowują dzienną rutynę. Wizyty matki, zresztą coraz rzadsze, przestają cieszyć, jak dawniej. Dzieciom brakuje świeżego powietrza, słońca, kontaktu z rówieśnikami. Powoli więdną, jak kwiaty pozbawione światła. W czwórkę nie stworzą społeczeństwa, starsze rodzeństwo nie zastąpi rodziców…

Myślałam, że wiem, czego się spodziewać po książce, że to zamknięcie paradoksalnie służy dobru dzieci, czekałam na dzień, kiedy pewne siebie i swojej wartości dla rodziny, będą mogły opuścić swoje więzienie. Zostałam zaskoczona, porażona kolejnymi zdarzeniami, których nigdy w życiu nie byłabym w stanie przewidzieć. Zadawałam sobie pytanie, czy ludzki charakter może się tak diametralnie zmienić, będąc pod wpływem pewnych bodźców, czy może niektóre zachowania, uśpione w czasie dobrobytu, dochodzą do głosu, gdy trzeba walczyć o przywileje. Nie mogłam uwierzyć, że matce tak łatwo przyjdzie udawanie, że nie ma dzieci. Że babce religia przysłoni uczucia do wnuków.

Nie mogę pominąć kazirodztwa, które ma w książce ogromnie znaczenie. Pokazane zostało jako zło w oczach Boga i ludzi. Co powoduje, że osoby będące rodziną, nagle zaczynają widzieć w sobie partnerów, osoby atrakcyjne seksualnie? Czy można to tłumaczyć surowym wychowaniem i samotnością? Czy ich wybór jest najlepszy, bo tak dyktuje im serce, czy może najlepszy, bo jedyny możliwy?

To mocna książka, która wstrząsa i porusza, nie da się przejść obok opisanej historii obojętnie. Mam nadzieję, że to tylko fikcja literacka, że żadna matka nie byłaby w stanie zrobić swoim dzieciom tego, co Corrine… Po takim zakończeniu, mam ochotę na ciąg dalszy sagi.


Książka bierze udział w wyzwaniach:










Książki Virginii C. Andrews:
- Moja słodka Audrina 
- cykl: Rodzina Cutlerów
 1.  W rękach losu
 2. Sekrety poranka
 3. Dziecko grzechu
 4. Nocne szepty
 5. Czarna godzina
- cykl: Rodzina Landry
 1. Ruby
 2. Perła we mgle
 3. Cały ten blichtr 
 - cykl: Rodzina Loganów
 1. Melody
- cykl: Rodzina Hudsonów
 1. Na imię mi Rain
 2. Uderzenie gromu
 3. W oku cyklonu 
 4. W blasku tęczy
- cykl: Rodzina Dollangangerów
 1. Kwiaty na poddaszu
 2. Płatki na wietrze
 3. A jeśli ciernie
 4. Kto wiatr sieje...
 5. Ogród cierni
- cykl: Rodzina Casteel
 1. Rodzina Casteel
 2. Mroczny anioł
 3. Upadłe serca
 4. Bramy raju
 5. W matni marzeń

poniedziałek, 6 lipca 2015

Jessie Burton - Miniaturzystka

Petronella miała szczęście. Mimo braku wielkiego majątku, udało jej się znaleźć bogatego męża i wyjechać ze wsi do Amsterdamu. Tam miała zostać panią dom. Ale już stojąc w progu, doznaje pierwszej przykrości- mąż na nią nie czeka, jest w podróży, a domem rządzi jego surowa siostra. Nella czuje się zagubiona, nie potrafi zrozumieć oziębłości męża, niechęci szwagierki, zażyłości służby. Na pocieszenie dostaje od męża prezent, miniaturową replikę ich domu, jedyny dom, którym może rządzić. Od nieuchwytnej miniaturzystki zamawia pierwsze mebelki, później sprzęty i figurki, których nie zamawiała, wszystkie wykonane z niezwykłą precyzją, z zawstydzającą znajomością szczegółów. Dom Nelli ma wiele sekretów, a miniaturzystka zdaje się znać je lepiej od niejednego mieszkańca. Kim jest ta tajemnicza kobieta, która zdaje się przepowiadać przyszłość?
Siedemnastowieczny Amsterdam to miasto pełne bogactwa, zwycięzców, ale też surowych praw. Wielbi tych, którzy przynoszą mu chwałę i zwiększają majątek. Bezlitośnie pozbywa się tych, którzy są powodem do wstydu. Jonathan, mąż Nelli był bogatym kupcem, ale nie był człowiekiem wolnym od wad. Wciągnął dziewczynę do swojej gry, nie zdradzając jej reguł. Nella stopniowo pozbywała się dziewczęcych wyobrażeń o miłości, poznawała zasady rządzące domem i życiem w mieście. Nic jednak nie przygotowało jej na szok, którego doznała, kiedy odkryła tajemnicę męża. A to był dopiero pierwszy z wielu sekretów, który wymagał wyjaśnienia. Każdy kolejny wzmacniał siłę Nelli, zmieniał ją z niewinnej dziewczyny w zaradną kobietę. 

"Miniaturzystkę" czyta się szybko. To książka, przy której nie sposób się nudzić. Tu tajemnica goni tajemnicę, stary dom wydaje się być pełny głosów, szeptów, skradania. Panuje atmosfera pełna niedomówień, strachu przed niepewną przyszłością. Zaskoczyła mnie poruszana tematyka. Ludzie żyjący w siedemnastym wieku wydawali mi się zawsze jednowymiarowi - żyjący ściśle według określonych reguł, nie mający problemów i pokus. Autorka otworzyła mi oczy, pokazała, że miłość, namiętność i żądza także wtedy miały ogromny wpływ, sprawiały, że ludzie byli gotowi ryzykować utratę nie tylko dobrego imienia, ale nawet życia, by je zaspokoić.

Książka zachwyca szczegółowymi opisami pomieszczeń i przedmiotów, nie tylko tych rzeczywistych, ale przede wszystkim tych pomniejszonych, stworzonych z precyzją przez Miniaturzystkę. Każda postać została przedstawiona tak, że bez problemu mogłam je sobie wyobrazić, zapamiętać szczegóły.

"Miniaturzystka" to powieść obyczajową, mocno opartą na tamtejszej rzeczywistości. Zadziwia, zaskakuje, daje nadzieję, by potem ją okrutnie odebrać. Zachęca, by uważnie śledzić karierę Jessie Burton, niecierpliwie czekać na jej kolejne pomysły.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska
- Klucznik: 1. Tyłem, bokiem lub z profilu

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Sarah Jio - Marcowe fiołki

Po rozstaniu z mężem, Emily, pisarka, wyjeżdża na miesiąc do starej ciotki, na wyspę, gdzie w dzieciństwie spędzała wakacje. Prawie natychmiast pojawiają się przy niej dwaj mężczyźni- jej były chłopak Greg i tajemniczy Jack. Ale nie tylko oni pochłaniają uwagę kobiety. Emily znalazła w swojej sypialni pamiętnik sprzed sześćdziesięciu lat. Nie potrafi oderwać się od lektury, tym bardziej, że przyjaciółka ciotki podpowiedziała jej, że dzięki niemu zrozumie historię swojej rodziny.
Po trochę trudniejszych lekturach miałam ochotę na powieść o miłości ze szczęśliwym zakończeniem i liczyłam na to, że książka Sarah Jio "Marcowe fiołki" zapewni mi to, podobnie jak w zeszłym roku "Dom na plaży". Historia zapowiadała się cudownie. Kobieta szukająca pocieszenia w miejscu, które kocha od lat. Przystojny mężczyzna (a nawet dwaj!) i obiecująca znajomość. A do tego tajemnice sprzed lat. Idealny zestaw. Chciałam poznać wszystkie sekrety, zrozumieć ciągły brak odpowiedzi na niektóre pytania.

Polubiłam Emily, świetnie rozumiałam jej uczucia i wątpliwości, podziwiałam za pewne decyzje. Dałam się uwieść klimatowi książki. Cudowne miejsce, przyroda budząca się do życia, dająca nadzieję, nowy, lepszy początek. Wiedziałam, którego mężczyznę wybierze Emily, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Od autorki dostałam to, czego potrzebowałam - lekką, ciepłą książkę o miłości, którą czyta się niezwykle szybko i która przenosi nas w świat pięknych uczuć. "Marcowe fiołki" polecam każdemu, kto chce sięgnąć po historię miłośną z gwarancją dobrego zakończenia. Poprawia humor w taką deszczową pogodę.

Książki Sarah Jio:
- Dom na jeziorze
- Dom na plaży {ocena 7/10}
- Jeżynowa zima
- Kameliowy ogród
- Marcowe fiołki {ocena 7/10}

niedziela, 14 czerwca 2015

Katarzyna Berenika Miszczuk - Pustułka

Grecka Wyspa Ptaków od dawna była własnością rodziny Spyropoulosów, lecz minęło już sporo czasu, odkąd wszyscy razem spędzali na niej czas. Wiktor był wściekły, że przyjazd rodziny przerwał mu słodkie tête-à-tête z atrakcyjną sekretarką. Ignorował wiecznie pijaną żonę, wściekał się na syna i jego świeżo poślubioną małżonkę. O młodszej córce w ogóle nie chciał myśleć. Sylwia była zresztą przyzwyczajona do jego oziębłości. Przyjazd siostry Wiktora z partnerem i hałaśliwym psem jeszcze bardziej zagęścił już i tak napiętą atmosferę. Tymczasem nad wyspę nadciągała burza… Zaginięcie sekretarki, a potem znalezienie jej ciała nie pozostawiało wątpliwości. Wśród mieszkańców wyspy był morderca!

"Rozmyślali, kto mógł ją zabić. Na wyspie nie było nikogo poza nimi. To musiał zrobić ktoś znajdujący się w tym pokoju.
Jedna osoba myślała o czymś innym. Zastanawiała się, kto będzie jej następną ofiarą."
str. 8

Katarzyna Berenika Miszczuk zachwyciła mnie książką „Ja, diablica”. Od tamtej pory przeczytałam wszystkie jej książki, za każdym razem odnajdując się w jej stylu pisania i poczuciu humoru. „Pustułka” to jej kryminalny debiut. Jak wyszedł?

Książkę czyta się dobrze i szybko. Jest napisana prostym językiem, pełnym dialogów, które pozwoliły się rozeznać w skomplikowanej siatce uczuć i pragnień bohaterów. Sympatie i antypatie, kombinacje i układy. Tu nie można było liczyć na szczerość i dobre intencje drugiej osoby, gdy w grę wchodziły tak duże pieniądze. Z tej chciwej drapieżnej rodziny polubiłam tylko Sylwię – nastolatkę uwielbiającą pustułki, pogodzoną ze swoją rolą niekochanej córki, szukającą akceptacji w sieci.

Autorka umieściła rodzinę w miejscu idealnie nadającym się na zbrodnię i stworzyła odpowiednie warunki. Niesympatyczna rodzina, która myśli tylko o pieniądzach i nie darzy się głębszymi uczuciami. Wyspa, na którą można się dostać tylko kutrem. Kilkudniowa potężna burza, podczas której utracona została łączność internetowa i telefoniczna. Ciemność. Bohaterowie całkowicie odcięci od świata zewnętrznego i żyjący z niepokojącą świadomością, że ktoś z nich jest zabójcą. Co dziwne- nikt nie współczuł ofierze, jej śmierć każdemu przynosiła potencjalne korzyści materialne. Jedenaście osób.  Nieco zagubiona, wśród tylu czarnych charakterów, podejrzewałam prawie każdego, jedynie na wstępie uniewinniłam trzy osoby. Zastanawiałam się, kto zyskuje najwięcej na śmierci ofiary.
Morderstwo na wyspie, zamknięta liczba potencjalnych morderców – widać inspirację mistrzynią kryminałów Agathą Christie i jej książką „I nie było już nikogo” (teraz się wstydzę, że jeszcze nie czytałam takiej klasyki). „Pustułka” przypomina kryminał w starym stylu. Brak tu dynamicznej akcji i pełnej napięcia atmosfery, jakie znajdziemy na przykład w książkach Tess Gerritsen. Jest natomiast tajemnicza zbrodnia, jest ofiara i brak mordercy, dlatego każdy może być podejrzany. Zabrakło mi tutaj osoby, która prowadziłaby choć proste śledztwo, był za to lekarz, który pomógł od razu wykluczyć samobójstwo, wprawiając w zdumienie niektórych mieszkańców wyspy. Niewątpliwą zaletą książki jest jej zaskakujące zakończenie. Autorka stworzyła intrygę, której nie byłam w stanie sama rozwiązać. Sprawiła, że spojrzałam na powieść całkiem innym wzrokiem, doceniając pomysłowość i wprowadzone zamieszanie, utrudniające odgadnięcie intencji bohaterów.
Ciekawa jestem, czy Wam udałoby się odgadnąć, kto zabija?

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Pani Paulinie z wydawnictwa W.A.B.


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Klucznik: 2. polska autorka








Książki Katarzyny Bereniki Miszczuk:
- Wilk - ocena 6/10
- Wilczyca - ocena 6/10
- Ja, diablica - ocena 9/10
- Ja, anielica - ocena 8/10
- Ja, potępiona - ocena 6/10
- Druga szansa - ocena 8/10
- Gwiezdny Wojownik: Działko, szlafrok i księżniczka - ocena 7/10
- Pustułka - ocena 7/10

środa, 20 maja 2015

Jodi Picoult - Tam, gdzie ty

Zoe i Max od lat bezskutecznie starają się o dziecko. Dzięki lekarzom udało im się wreszcie dokonać cudu i Zoe zaszła w ciążę. Jednak nienarodzone dziecko umiera, a Zoe pogrąża się w otchłani rozpaczy. Max postanawia się z nią rozwieść i każde z nich zaczyna życie na własny rachunek. Max- walcząc z nałogiem i udzielając się w kościele. Zoe- dalej zajmując się muzykoterapią i spotykając z Venessą. Kiedy kobiety się pobierają i chcą wykorzystać zarodki Zoe i Maxa, by zajść w ciążę, mężczyzna nagle postanawia walczyć o swoje nienarodzone dzieci.

Przy książkach Jodi Picoult nie da się nudzić. Zawsze wybiera taki temat powieści, wobec którego nie można przejść obojętnie, bez ustalenia własnego zdania. Szybko wyrobiłam sobie opinię, komu przyznałabym prawo do skorzystania z zarodków.
Akcja znów toczy się przed sądem. Z jednej strony jest małżeństwo dwóch kobiet, które nie jest zalegalizowane w stanie, w którym mieszkają. Z drugiej strony Max, alkoholik, świeżo nawrócony, niezgadzający się na profanację istoty małżeństwa, pragnący przekazać zarodki parze idealnej - bratu i bratowej, u których mieszka po rozwodzie. Nauka kościoła ściera się z prawem do wolności poglądów, tak ważnym w Stanach Zjednoczonych. Padają nieustanne pytania, kto zapewni dzieciom lepszą opiekę, kto pokaże lepszy model rodziny, jakie wartości ukształtują jego charakter.

Przy czytaniu powieści "Tam gdzie ty" łatwo o wzruszenie. Poza salą sądową możemy bliżej poznać Zoe, Maxa i Venessę, gdyż to oni na zmianę są narratorami kolejnych rozdziałów. Delikatna Zoe, próbująca muzyką pomóc ludziom zamkniętym w sobie, cierpiącym czy umierającym. Max walczy z kuszącym nałogiem i jeszcze bardziej kuszącą nadzieją na zakazaną miłość, szukający pocieszenia tam, gdzie wybaczają mu przewinienia. I Venessa, z pozoru pewna siebie kobieta o ustalonych poglądach, w głębi duszy bojąca się odrzucenia i samotności. Bohaterowie książki Picoult nie są jednowymiarowi, zawsze możemy im się przyjrzeć z każdej strony i zdecydować kogo obdarzymy sympatią, a kogo nie chcielibyśmy spotkać na naszej drodze.

Nadal jestem ciekawa, jak inaczej mogłaby się potoczyć rozprawa, jaką wtedy decyzję podjąłby sąd (bo tym razem decydował sam sąd, bez ławy przysięgłych). Mnie pozostają rozmyślania, a Wam życzę miłej lektury, gdy sięgniecie po tę książkę.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska








Książki Jodi Picoult:
- Bez mojej zgody + EKRANIZACJA: "Bez mojej zgody" (My Sister's Keeper, 2009)
- Czarownice z Salem Falls + EKRANIZACJA: "Czarownice z Salem Falls"  (Salem Falls, 2011)
Deszczowa noc (7/10)
- Drugie spojrzenie
Dziesiąty krąg (6/10) EKRANIZACJA: "Dziesiąty Krąg" (The Tenth Circle, 2008)
- Głos serca
Jak z obrazka (7/10)
- Jesień cudów
- Już czas
- Karuzela uczuć  (7/10) + EKRANIZACJA: "W imię miłości" (The Pact, 2002)
- Krucha jak lód (9/10)
- Linia życia
Pół życia (6/10)
- Przemiana
- Świadectwo prawdy + EKRANIZACJA: "Cała prawda" (Plain Truth, 2004)
- Tam gdzie ty (7/10)
- To, co zostało
- W imię miłości
- W naszym domu
- Zagubiona przeszłość
- Z innej bajki (napisana wraz z córką)

środa, 22 kwietnia 2015

K.A. Tucker - Dziesięć płytkich oddechów


Kacey jako jedyna nie zginęła w wypadku samochodowym, w którym śmierć poniosły cztery bliskie jej osoby, jednak utraciła wtedy sens życia. I choć od tamtej pory minęły już cztery lata, ona ciągle nie może tego przeboleć i przebaczyć sprawcy. Z młodszą siostrą wyprowadzają się od rodziny, wynajmują tanie mieszkanie i rozpoczynają nowe życie w Miami. Zamknięta w sobie Kacey nie chce rozmawiać o przeszłości, tworzy wokół siebie mur obronny, który ciężko sforsować, nie chce nikogo dopuścić do siebie bliżej. A jednak jej zapora nie jest wystarczająco silna, Kacey, wbrew sobie zaprzyjaźniła się z sąsiadką i jej córeczką i zaczęła darzyć uczuciem przystojnego Trenta. Przed Kacey jeszcze ciągle kilka niebezpiecznych zakrętów na jej życiowej drodze. Czy pozwoli sobie pomóc?


Do tej pory byłam przekonana, że nie lubię nurtu YA/NA w literaturze, gdzie wszyscy bohaterowie są podobni i mają podobne zmartwienia. K.A. Tucker zmieniła moje zdanie. Kacey nie była zalęknioną studentką, lecz dziewczyną, z powodzeniem udającą pewną siebie, która utrzymywała siebie i młodszą siostrę. Swój strach maskowała agresją, cieplejsze uczucia- oziębłym tonem. Ale kiedy jej sąsiadem zostaje niesamowicie (a jakże!) przystojny Trent, Kacey przestaje być sobą i wszystko się zmienia… Oczywiście Trent też ma sekret z przeszłości (i tu mankament książki: już w połowie można się zacząć domyślać, o co chodzi), który rozbije ich związek, ale… sami wiecie, takie książki przecież muszą się dobrze kończyć!

Kilka scen łóżkowych napisanych ze smakiem, nie powinno razić osób nielubiących erotyków, ale pozwoliło oddać napięcie między młodymi ludźmi. Do tego dodajmy kilka zabawnych momentów i kilka takich, które wstrzymywały mój oddech na chwilę.

Dlaczego spodobała mi się taka przewidywalna, zgodna z regułami romansu książka?
Bo mnie wzruszyła, a ostatnio rzadko to się zdarza.
Bo bohaterowie, choć zwyczajowo idealnie wyglądający, nie mieli schematycznych charakterów.
Bo poruszony został problem pijanych kierowców, który wzbudza we mnie duże emocje.
Bo zauroczyła mnie okładka.
Bo książka pozwoliła mi się oderwać od rzeczywistości, kiedy tego potrzebowałam i spędzić miło czas.
Tylko tyle, czy aż tyle?
Mnie wystarczyło, a Wam?

Dlatego jeśli ciągle (lub prawie ciągle, jak ja) czytacie kryminały, oderwijcie się od nich na wieczór, czy dwa, sięgnijcie po „Dziesięć płytkich oddechów”. W ten sposób zaspokoicie kobiecą stronę duszy. Polecam! 

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska 

Pozostałe książki K.A. Tucker:
Cykl Ten Tiny Breaths:
1. Dziesięć płytkich oddechów
2. Jedno małe kłamstwo
3. Cztery sekundy do stracenia

poniedziałek, 23 marca 2015

Jodi Picoult - Karuzela uczuć

Choć staram się dawkować sobie powieści Jodi Picoult, rzadko udaje mi się wyjść z biblioteki bez jej książki. Wybieram tytuł, który jako pierwszy rzuci mi się w oczy i mam pewność, że nie będę rozczarowana. Tym razem trafiłam na „Karuzelę uczuć”.
Chris i Emily znali się od urodzenia. Dokładniej: Chris znał Emily od momentu, w którym się urodziła, a on miał 3 miesiące. Ich rodzice mieszkali obok siebie i przyjaźnili się, więc dzieci dorastały razem, traktując się jak rodzeństwo, aż w pewnym momencie ich relacje się zmieniły i zostały parą, co wszystkim wydało się naturalną koleją rzeczy. Wszyscy wróżyli im wspólną przyszłość, byli nierozłączni i stworzeni dla siebie. Dlatego trudno było sobie wyobrazić, że pewnego dnia oboje znajdą się w szpitalu: martwa Emily i ranny Chris, oskarżony o morderstwo. Chłopak twierdzi, mieli oboje popełnić samobójstwo. Rozprawa sądowa wykaże, czy Chris jest winny, ale czy pozwoli na poznanie prawdy?


Czytając tę książkę, doszłam do wniosku, że Jodi Picoult lubi stawiać swoich bohaterów przed sądem. Pozwala czytelnikowi wysłuchać argumentów obrony, kontrargumentów oskarżenia, postanowienia przysięgłych (które ponownie mnie zszokowało. Czy ja czegoś nie rozumiem, czy naprawdę w USA nie decydują przepisy, ale zdanie kilku przypadkowych osób?). Sama nie ocenia, ale pozwala na wydanie własnej decyzji, poprzez ukazanie historii z różnych perspektyw.

Na scenę zostało wprowadzonych kilka postaci. Poza Chrisem, któremu towarzyszymy najczęściej, poznajemy także Emily, jej rodziców i rodziców Chrisa. Tak! – nie pomyliłam się, retrospekcje pozwoliły na poznanie Emily podczas kilku decydujących momentów w jej życiu, Autorka przenosiła czytelnika w czasie, by lepiej zrozumiał wydarzenia, które rozgrywały się w teraźniejszości.  Zostali przedstawieni rodzice nastolatków w różnych fazach rozpaczy. Matka Emily, która nie potrafi pogodzić się ze śmiercią córki, oskarża Chrisa o morderstwo. Jej ojciec, który wyrzuca sobie, że nie zauważył wcześniej cierpienia dziewczyny. Rodzice Chrisa, bezwzględnie wierzący w niewinność syna, próbujący pozbierać się i wieść normalne życie ze względu na swoją młodszą córkę. 

Tragedia, która mogła scalić przyjaźń, dokonała w niej rozłamu. Miłość tak bezgraniczna, że prowadzi do śmierci. Proces, w którym głównej roli nie gra prawda, a dowody przedstawiane przez strony. Jodi Picoult po raz kolejny pokazała, że potrafi stworzyć powieść, która wciągnie czytelnika i postawi przed ciężką decyzją – kto był winny?
 

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska
- Najpierw książka, potem film! - "W imię miłości" (The Pact, 2002)

Pozostałe książki Autorki:



















- Bez mojej zgody + EKRANIZACJA: "Bez mojej zgody" (My Sister's Keeper, 2009)
- Czarownice z Salem Falls + EKRANIZACJA: "Czarownice z Salem Falls"  (Salem Falls, 2011)
- Deszczowa noc (7/10)
- Drugie spojrzenie
Dziesiąty krąg (6/10) EKRANIZACJA: "Dziesiąty Krąg" (The Tenth Circle, 2008)
- Głos serca
- Jak z obrazka (7/10)
- Jesień cudów
- Już czas
- Krucha jak lód (9/10)
- Linia życia
Pół życia (6/10)
- Przemiana
- Świadectwo prawdy + EKRANIZACJA: "Cała prawda" (Plain Truth, 2004)
- Tam gdzie ty
- To, co zostało
- W imię miłości
- W naszym domu
- Zagubiona przeszłość
- Z innej bajki (napisana wraz z córką)