Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grunt to okładka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grunt to okładka. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 sierpnia 2014

Agnieszka Kaluga - Zorkownia



Czytaliście "Chustkę"- książkę lub bloga?
Myślałam, że "Zorkownia" będzie podobna: też oparta na blogu, też o raku i umieraniu. Okazała się jednak inna. "Chustka" to historia Joanny, jej przeżyć i jej walki z chorobą. W "Zorkowni" wolontariuszka hospicjum opowiada głównie o swoich spotkaniach z umierającymi ludźmi.

"Mam obowiązek WIDZIEĆ rzeczy, smakować rzeczy,
cieszyć się nimi.

Bo jestem.

Póki jestem."
(13 czerwca 2010)

To historia Gosi, której ciężko pogodzić się z tym ,że zostawia malutką córeczkę. Z pomocą męża i Agnieszki pisze do niej list- pomost, który połączy je w przyszłości.

To pan Czesiu, któremu córka nie ma odwagi powiedzieć, że jego żona niedawno zmarła. On cały czas myśli, że leżą razem, tylko w innych szpitalnych łóżkach.

To Ola w piątym miesiącu ciąży, umierająca na czerniaka.

To Róża, która już nie może doczekać się śmierci.

To towarzyszenie rodzinie, gdy ich bliski umiera.

"Zostałam zaproszona do największej intymności, 
koncentruję się tylko na nich. Wiem, że pracuję na ich
 wspomnienia z tych chwil, że każdy gest ma znaczenie. 
Rozmawiamy, płaczemy, modlimy się cicho, milczymy. "
(23 lutego 2010)

To wiele więcej historii, różnych od siebie, a jednak zawsze w jakiś sposób podobnych.

Choć książka nie ma dużej objętości, jednak nie potrafiłam jej szybko przeczytać. Kilka stron, kilka historii na raz, więcej się nie dało. Nieustannie podziwiałam autorkę- Agnieszkę, że zdecydowała się na wolontariat w hospicjum. Dobrowolnie postanowiła spotykać się na co dzień z ogromnym cierpieniem bezbronnych ludzi i ze wszechobecną śmiercią. Przywiązywała się do ludzi, choć wiedziała, że wkrótce odejdą, często nawet przyjaźniła z nimi. Być może dla niej był to rodzaj terapii, próba pogodzenia się ze śmiercią malutkiej córeczki, chęć pomocy tym, którzy bardzo tej pomocy potrzebują, którym jeszcze można pomóc.

"Dzień Matki, Dzień Dziecka. Siłą rzeczy widzę mamy
po stracie. Te wszystkie festyny, balony, waty.
Nadmiar i głód. Pamiętam dobrze pierwszy rok:
bolał każdy po skóry. Nawet cmentarz zasypany
kolorami! - brak z posypką, pustka z lukrem"
(26 maja 2013)

Poświęcała obcym ludziom czas, który mogła spędzić ze swoimi bliskimi. W obecnym momencie (a może nigdy?) nie potrafiłabym tak. Z wielu względów. Nie wyobrażam sobie, że kiedyś wybierałabym spędzanie czasu, którego ciągle mamy tak mało, z obcymi ludźmi,  nawet jeśli oni bardzo tej obecności potrzebują. W porównaniu z autorką bloga wychodzę na straszną egoistkę... Jednak każdy z nas jest inny, każdym kierują inne pobudki. Jedni są w stanie dbać tylko o szczęście swoje i swojej rodziny. Inni potrafią dzielić się nim także z innymi ludźmi. I choć nie wiem, czy kiedyś do końca zrozumiem motyw ich postępowania, to jedno jest pewne- zawsze będę ich podziwiać za altruizm, zaangażowanie i chęć niesienia pomocy!

Ciężko ocenić książkę, która tak naprawdę była blogiem i rządzi się własnymi prawami. Tu nie ma rozdziałów- tu są posty z kolejnych dni. Nie ma regularności, widać, że autorka nie zawsze była w stanie pisać o tym, co przeżywa. Na pewno wielu rzeczy nie powiedziała. O swoim życiu wspominała zdawkowo. Nie mniej jednak, spodobał mi się styl autorki, lekkość w zabawie słowami, dzięki której zyskiwały całkiem inne i dużo większe znaczenie. 

Blog Agnieszki Kalugi znajdziecie TUTAJ

Gratuluję pani Agnieszko! Powodzenia i wytrwałości!

.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
- Gatunkowy miesięcznik (powieść oparta na faktach) 
- Grunt to okładka (sukienka)
- Klucznik: 2 w 1 (literatura europejska / (wy)pożyczona)


UWAGA!!!
Pod koniec tygodnia na blogu pojawi się możliwość złapania książki : Piotr Kotwica - Odblask w ramach akcji "Podaj dalej, czyli książka w podróży" zapoczątkowanej przez Sylwię z bloga Moje spojrzenie na kulturę.
Bądźcie czujni, bo książka pojedzie do pierwszej osoby, która się po nią zgłosi! :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Jodi Picoult - Dziewiętnaście minut

Poznajcie Petera. Wrażliwego chłopca, ukochanego syna swojej matki. Zdolnego programistę. Przeciętnego ucznia. Chłopaka od zawsze prześladowanego w szkole. Za wrażliwość, za delikatność, za to, że był inny od reszty i nie zdawał sobie z tego sprawy. Wzbudza litość, prawda? Dlatego musicie poznać go też z drugiej strony- jako sprawcę strzelaniny w szkole, zabójcę kilku uczniów. W książce "Dziewiętnaście minut" Jodi Picoult po raz kolejny poruszyła trudny temat.



"W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego.
W ciągu dziewiętnastu minut można się doczekać zamówionej pizzy. 
Przeczytać dziecku bajkę lub wymienić olej w aucie.
W dziewiętnaście minut można wstrzymać świat lub ewakuować się z niego na zawsze.
Dziewiętnaście minut- tyle wystarczy, żeby dopełnić zemsty." (str 11)

To miał być kolejny zwykły dzień w szkole. Peter sprawił, że stał się najgorszym dniem w dziejach całego miasteczka. Podłożył bombę, zaczął strzelać. Zabijał nie tylko tych, którzy się nad nim znęcali. Miał ze sobą prawie 200 sztuk amunicji, większość zużył. Zanim zdążył popełnić samobójstwo, został złapany przez policję. Rozpoczyna się dochodzenie- adwokat i rodzice Petera próbują zrozumieć, jak to się stało, co sprawiło, że chłopiec taki jak on, decyduje się na tak dramatyczny krok. Reszta społeczeństwa pragnie by trafił do więzienia na resztę życia. 

Josie w strzelaninie straciła chłopaka. Chłopaka, dzięki któremu trafiła do szkolnej elity, który sprawiał, że ona sama czuła się lepsza. Nie potrafiła się pogodzić z jego śmiercią. Tym bardziej, że nie mogła rozmawiać o tej tragedii z jedyną bliską osobą, jaka jej pozostała- z matką.

"Jeżeli oddaje się komuś serce i ten ktoś umiera, czy zabiera ofiarowane serce ze sobą? Czy potem do końca życia chodzi się z wielką dziurą w środku, której już nic nigdy nie zdoła zapełnić?" (str 161)

Alex jako sędzia prowadząca tę sprawę, chciała zachować obiektywność. Czy uda jej się trzymać tego postanowienia, kiedy każdego dnia widzi, jak jej córka cierpi?

Josie i Peter w dzieciństwie byli najlepszymi przyjaciółmi. To ona zawsze broniła go przed prześladowaniami, które zaczęły się już w przedszkolu. To ona jako jedyna zawsze się z nim bawiła. I choć ich matki zerwały kontakty i zabroniły im się spotykać, oni nadal przyjaźnili się w szkole. Dopóki nie zaczęli dorastać i ich świat nie zaczął się zmieniać...

Narracja w książce prowadzona jest z kilku perspektyw, przez to poznajemy nie tylko Petera- brutalnego zabójcę, ale także sytuacje, które sprawiły, że delikatny chłopiec poczuł przymus sięgnięcia po tak drastyczne środki. I choć nic nie może usprawiedliwić morderstwa, jednak historia Petera i argumenty podnoszone przez jego adwokata, sprawiały, że zapominałam o tym co zrobił i współczułam mu. Cierpimy razem z rodzicami Petera, którzy obwiniają się, jednocześnie nie potrafiąc znaleźć błędu w wychowaniu syna. Przypatrujemy się Alex, która jest świetna jako sędzia, ale niezbyt dobrze radzi sobie w roli matki. Dzięki Josie odkrywamy kolejne szczegóły tego dramatycznego dnia, tych dziewiętnastu minut, które zmieniły losy wielu ludzi.

To bardzo mocna i bardzo poruszająca książka, która zajmuje myśli jeszcze długo po jej skończeniu. Nie dziwię się, że wzbudziła takie emocje w amerykańskich szkołach.

"Bo jak odnaleźć logikę w fakcie, że szkoła, która powinna zapewniać dzieciom bezpieczeństwo, zmienia się w krwawą łaźnię" (str 280)

W takich momentach możemy się tylko cieszyć, że nasza kultura jest odmienna od amerykańskiej i na razie nie grożą nam takie tragedie. Choć nie zmienia to faktu, że prześladowania istnieją  i jeśli nie będzie na to żadnej reakcji, to kto wie, co w końcu może się zdarzyć. Bo historia Petera to nie tylko historia ofiary, jego rodziców i prześladowców. To także nauczyciele, społeczeństwo, które nie reaguje na przemoc...

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam opasłe tomiska (672 strony)
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (4,5 cm)
Klucznik: 2. (wy)pożyczona (z biblioteki) 
- Grunt to okładka: motyw sierpniowy: SUKIENKA
- Historia z TRUPEM


Pozostałe książki autorki:
- Bez mojej zgody + EKRANIZACJA: "Bez mojej zgody" (My Sister's Keeper, 2009)
- Czarownice z Salem Falls + EKRANIZACJA: "Czarownice z Salem Falls"  (Salem Falls, 2011)
- Deszczowa noc
- Drugie spojrzenie
- Dziesiąty krąg (6/10) EKRANIZACJA: "Dziesiąty Krąg" (The Tenth Circle, 2008)
- Głos serca
- Jak z obrazka
- Jesień cudów
- Karuzela uczuć EKRANIZACJA: "W imię miłości" (The Pact, 2002)
- Krucha jak lód
- Linia życia
Pół życia (6/10)
- Przemiana
- Świadectwo prawdy EKRANIZACJA: "Cała prawda" (Plain Truth, 2004)
- Tam gdzie ty
- To, co zostało
- W imię miłości
- W naszym domu
- Zagubiona przeszłość
- Z innej bajki (napisana wraz z córką)

czwartek, 31 lipca 2014

Marta Kisiel- Nomen Omen

Szukacie zabawnej i szalonej lektury? Zapraszam na recenzję najnowszej książki Marty Kisiel - "Nomen Omen".


Salomea Klementyna Przygoda. Dwudziestopięcioletnia dziewczyna, niezbyt wdzięczna losowi na swój duży wzrost i potężną posturę. I zdecydowanie zła na rodziców za wybór imienia. Do tego dodajmy kilka lat młodszego brata, który zawsze był faworyzowany, choć nie należał do najmilszych i najmądrzejszych ludzi świata. Takiej rodzinki nie jest w stanie zrekompensować nawet najlepsza babcia. Nie dziwi więc, ze Salka korzysta z okazji i przenosi się do Wrocławia. Od razu na początku jej pobytu w tym pięknym mieście, można się zastanawiać, czy nie wpadła przypadkiem z deszczu pod rynnę. Staruszka, u której zamieszkała nie podpada pod definicję "miłej, starszej pani". Chociaż na drugi dzień można by tak o niej powiedzieć. Ale potem znów nie. Co jest z tą kobietą?

A dom, w którym zamieszkała?
"Przytulna stancja u starszej pani mogła z powodzeniem występować w horrorach klasy dowolnej. I to bez charakteryzacji."

Salka przetrwałaby wszystko, przyzwyczaiłaby się do dziwnego domu i jego jeszcze dziwniejszej właścicielki, do papugi, która nie lata, nawet do tajemniczych głosów, które skutecznie zagłuszają radio i przeszkadzają w rozmowach telefonicznych. Ale załamała się, gdy w starym domu zamieszkał również jej brat, "idealny" student, z całą pewnością "bez powodu" wyrzucony z akademika.

A to dopiero początek przygody -nomen omen- Salki Przygody. Początek niezbyt fortunny, bo jej rodzony brat wyrzuca ją z mostu do lodowatej rzeki. Ale zaraz, zaraz. Nie zakładajcie niczego zbyt pochopnie! W tej historii nic nie jest takie, jak się wydaje...

Marta Kisiel bez problemu przekonała mnie do swojej twórczości. Napisała książkę, w której wiele się działo i mało co było przewidywalne, obie te cechy zawsze doceniam. To taki trochę misz-masz gatunkowy: trochę kryminału, trochę historii i może cząstka romansu, wszystko połączone sporą dawką humoru. Nietuzinkowi, charakterystyczni bohaterowie, a do tego żywy język narracji, od potocznego po żargon naukowy. 

Przed rozpoczęciem lektury nie miałam żadnych skojarzeń odnośnie tej książki, z czytanych wcześniej recenzji zapamiętałam jedynie imię głównej bohaterki. Dlatego bez żadnych zastrzeżeń dałam się porwać wyobraźni autorki i mogę Wam polecić taką przygodę. Tylko uwaga! Marta Kisiel ma na razie na koncie tylko dwie książki (i kilka opowiadań), więc jeśli ją polubicie, to nie zaspokoicie całkiem swojego czytelniczego apetytu. Jesteście gotowi na takie ryzyko?


Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Grunt to okładka (budynek)
- Klucznik: 1. Tomisko NIEopasłe
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu

wtorek, 1 lipca 2014

Wołanie kukułki



Do bohaterów kryminałów dołączyła nowa para- Cormoran Strike i Robin. Jesteście ciekawi jak im poszło w pierwszej części przygód?

Lula Landry była słynną modelką. Dlatego jej śmierć zainteresowała tłumy, a dochodzenie prowadzone przez policję było pod stałym nadzorem mediów. I choć wykluczono udział osób trzecich, upadek z balkonu uznano za samobójstwo, jej brat nie mógł się z tym pogodzić. Dlatego zatrudnił detektywa- Cormorana Strike'a. Trudna sytuacja finansowa i litość dla brata ofiary sprawiły, że Strike przyjął zlecenie i rozpoczął śledztwo. Tego samego dnia Robin zaczęła tymczasową pracę u niego, miał więc na kogo zrzucić nudną część roboty- poszukiwanie informacji w Internecie. Z przeprowadzonych rozmów ze znajomymi celebrytki, stopniowo wyłaniał się obraz pięknej i bogatej dziewczyny, która próbowała poradzić sobie ze swoim kolorem skóry, nadopiekuńczą adopcyjną matką i brakiem wiedzy i biologicznym ojcu. Strike wkroczył w świat londyńskich celebrytów, świadom tego, że do nich nie pasował. Czy zdoła przekonać ludzi uważających się za lepszych od reszty, do ponownych zeznań? Kto był prawdziwym przyjacielem Luli, a kto tylko pragnął ogrzać się w blasku jej sławy? Czy dziewczyna skoczyła, nie potrafiąc cieszyć się z pozornie idealnego życia, czy została wypchnięta? A jeśli ktoś jej "pomógł", to komu mogło zależeć na śmierci bogatej modelki? Detektyw nie odpuści, dopóki nie znajdzie odpowiedzi na te pytania.

Cormoran Strike nie miał łatwego życia. Jest nieślubnym synem znanego artysty, jego matka umarła po przedawkowaniu, w czasie pobytu w Afganistanie stracił nogę i niedawno rzuciła go narzeczona. Ma duże kłopoty finansowe, bo jego agencja detektywistyczna (w której musiał zamieszkać) zdobyła na razie tylko kilku klientów. Nie stać go nawet na sekretarkę, dlatego korzysta z usług agencji tymczasowej pracy, która przysyła mu pracownicę na próbę. Tak właśnie poznał Robin, młodą kobietę, świeżo po zaręczynach i po przeprowadzce do Londynu, która szukała dobrze płatnej, stabilnej pracy, ale bycie sekretarką detektywa zaczęło jej się podobać. Lekko zazdrosnemu narzeczonemu opisuje swojego pracodawcę:

"Jest olbrzymi i ma twarz jak zmaltretowany bokser. W ogóle nie jest przystojny, na pewno stuknęła mu już czterdziestka i...- na chwilę zamilkła, szukając epitetów, które mogłaby rzucić pod adresem wyglądu Strike'a- jego fryzura przypomina włosy łonowe" {str 242}

Czy tak pozornie niedobrana para jak Cormoran i Robin, będą skuteczni przy rozwiązywaniu kolejnej sprawy? Będziemy mogli przekonać się już we wrześniu, po premierze "Jedwabnika", kolejnej książki autora.

Przyzwyczajona do innego rodzaju kryminałów, gdzie duże znaczenie miała medycyna i nowoczesna technologia, początkowo nie mogłam wciągnąć się w powolne śledztwo Strike'a. Dopiero potem doceniłam jego klasyczną metodę dedukcji, zaskakiwał mnie swoimi wnioskami i zostawiał daleko w tyle. Na szczęście nie tylko mnie, Robin również nie nadążała za jego tokiem rozumowania i była zaskoczona wynikiem śledztwa. Swoją umiejętnością łączenia faktów, zauważania pozornie nieważnych szczegółów, Strike przypominał mi trochę Poirota (niedawno przeczytałam moją pierwszą w życiu książkę Agathy Christie, więc nie powinno Was dziwić to skojarzenie). Podejrzewałam kilka osób, jak się okazało niesłusznie, co mnie zawsze bardzo cieszy.

Robert Galbraith (skoro J.K. Rowling nie chciała podpisać się pod książką własnym nazwiskiem, uznam, że nie ma z nią nic wspólnego, żeby uniknąć dylematów w jaki sposób pisać o autorze) stworzył nietypową parę bohaterów, której z ciekawością będę kibicować. To inteligentny kryminał, który może nie przestraszy, ale czyta się go z przyjemnością, a od ostatnich stu stron wręcz nie można się oderwać! 

Książka biorze udział w wyzwaniu:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Historie z TRUPEM
Czytam opasłe tomiska: 452 strony
Grunt to okładka (motyw czerwcowy: niebo)
Klucznik: 1. Autor jest mężczyzną 2. Wydana w 2013 roku

wtorek, 27 maja 2014

Wojenna narzeczona


Druga wojna światowa to nie był dobry czas dla miłości. Jeśli dodam, że jest to miłość żydowskiej dziewczyny i żydowskiego chłopaka, możecie się domyślić, że historia nie będzie szczęśliwa.

Lenka i Josef mieszkali w czeskiej Pradze. Obydwoje pochodzili z dobrych, zamożnych rodzin, obydwoje mieszkali z rodzicami i siostrą. Poznali się właśnie przez siostrę Josefa, która studiowała sztukę razem z Lenką. Nie mieli dużo czasu, żeby nacieszyć się swoją rozkwitającą miłością, latem 1938 roku rozpoczęły się już pierwsze ataki na ludność żydowską w Czechach. Ich szczęście było urywane z chwil pełnych trwogi, które przeżywali wspólnie ze swoimi bliskimi. Mimo tych okoliczności, a może właśnie z ich powodu, postanowili się szybko pobrać. Rodzina Josefa próbowała załatwić dla siebie wizy, żeby wyemigrować do Ameryki. Udało się dostać wizę także dla Lenki, jednak jej rodzina miała na razie pozostać w Czechach. Dziewczyna nie zgodziła się na taki układ, postanowiła zostać ze swoją rodziną i wybłagała męża, żeby pojechał ze swoją rodziną i z Ameryki próbował im pomóc. Tak kończy się ich wspólna historia...

(Chociaż mogę jeszcze zdradzić, że Lenka i Josef spotkali się po wielu, wielu latach, na weselu ich wnuczków- tego dowiadujemy się z pierwszego rozdziału książki)


Autorka napisała niesamowicie wzruszającą książkę, o ogromnej miłości, takiej o której każdy marzy, ale także o ogromnym cierpieniu i okrucieństwie. Lenka trafiła do obozu- nie tak rygorystycznego jak Auschwitz, jednak równie strasznego. Jesteśmy świadkami cierpień wielu ludzi, którzy mimo wszystko próbują w tej sytuacji zachować godność i łapać krótkie chwile szczęścia. Wiele osób próbuje walczyć z otaczającą ich rzeczywistością, robiąc to, w czym są najlepsi. Lenka w obozie maluje. Nie tylko zlecone pocztówki, ale także obrazy na ukradzionych skrawkach papieru, które kiedyś pokażą światu okrucieństwo Niemców. Nie są nam oszczędzone drastyczne sceny- śmierć dziecka dwie godziny po urodzeniu, matka, która nie ma pokarmu w piersiach. Ludzie poupychani jak zwierzęta w barakach.  Jednak Żydzi w tym obozie wiedzieli, że może ich czekać gorszy los- transport na Wschód. Poznajemy wielu cichych bohaterów, którzy rezygnują z w miarę bezpiecznego obozu, żeby pojechać za swoją żoną, czy dzieckiem, które zostało przeznaczone na następny transport z powodu braku sił czy choroby.

Mimo, że od początku znałam zakończenie i wiedziałam, że bohaterowie spotkają się, ich historia wciągnęła mnie. Powieść jest smutna, tego nie ukrywam, ale czy którakolwiek książka dotycząca tych strasznych czasów może być inna? Nie rozumiem tylko dlaczego polski tytuł to "Wojenna narzeczona", skoro oryginalny tytuł i treść książki wskazują na coś innego.


Alyson Richman napisała jeszcze jedną książkę- Zakochana modelka. Ostatnia muza Vincenta Van Gogha.

Okładki książek pochodzą z portalu Lubimyczytac.pl

Książka "Wojenna narzeczona" bierze udział w wyzwaniach:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,8 cm)
- Grunt to okładka (motyw majowy: biżuteria)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

BOY 7



Chyba ostatnio mam szczęście do książek, gdzie główny bohater nie wie kim jest (np. „Druga szansa”). Tym razem to nastoletni chłopiec, który budzi się nagle na środku łąki. Nie wie dlaczego tu jest, nie wie kim jest, nie ma żadnych wspomnień. Niedaleko siebie znajduje plecak, jest tam paragon z Pizza Hut, zdjęcie budynku, telefon i kluczyk do skrytki. Telefon? Czyli jest uratowany? Niekoniecznie. Na telefonie ma nagraną wiadomość głosową. Jego własny głos ostrzega go, żeby pod żadnym pozorem nie dzwonił na policję. To co ma zrobić? Ma skręconą kostkę, ale może się poruszać, więc idzie w stronę drogi. Udaje mu się zatrzymać auto. Wie, że nikt mu nie uwierzy, dlatego wymyśla historię o poszukiwaniu prawdziwych rodziców. Kierowca- młoda dziewczyna, Lara, proponuje mu nocleg u swojej cioci. Pomaga mu także w odzyskiwaniu wspomnień- wozi go na zakupy, do Pizza Hut, szukają budynku ze zdjęcia i skrytki pasującej do kluczyka. Pewna sytuacja w pizzerii sprawia, że przestaje wierzyć dziewczynie. W skrytce w kręgielni odnajduje notes, który pozwoli mu odtworzyć wspomnienia sprzed kilku miesięcy.

Nie wiem ile jeszcze mogę zdradzić, żeby nie napisać zbyt wiele. Historia jest sama w sobie zaskakująca: tajny projekt, który wykorzystuje kilkoro młodych chłopców z praktycznymi zdolnościami. Sposób został opisany dość realistycznie i mógłby przerażać, gdyby autorka nadała temu odpowiedni charakter, a tak nie było. Powstał thriller psychologiczny, w którym brakuje budowania napięcia. Początek był dobrą zapowiedzią książki, niestety rozwinięcie było już gorzej wykonane. Momentem przełomowym było odnalezienie notesu. W tym momencie następowało cofnięcie w czasie i poznanie historii chłopca. Główny bohater jawi się tutaj jako osoba pomysłowa, walcząca o swoją wolność, które nie chce się podporządkować nieuczciwej władzy. Wydaje się, że to całkiem inny chłopiec niż ten, który przerażony budzi się na pustej łące i nie wie co robić.

Podobał mi się pomysł na książkę, prowokował do przemyśleń nad możliwościami współczesnej techniki, ale także nad moralnością wykorzystywania tych możliwości. Zabrakło jedynie większych emocji (bo już wiecie, że lubię się bać jak czytam?), ale myślę że i tak historia może się podobać.

P.S. Chciałabym jeszcze zauważyć, że książkę zalicza się do literatury młodzieżowej, a mnie nie zalicza się do młodzieży, co także mogło wpłynąć negatywnie na moją ocenę ;)

Ocena 6/10 (dobra)
 

Pozostałe książki autorki:
- Password









Okładki książek pochodzą z portalu Lubimyczytac.pl


Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Klucznik: 1. Autor jeszcze nieczytany
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
- Grunt to okładka: czerń i biel

wtorek, 18 marca 2014

Grunt to okładka: Kobieta (II)

W cudzym domu - Hanna Cygler

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2013


Pierwsze strony: XIX wiek z perspektywy mężczyzny? O nie! Kolejne strony: XIX wiek z perspektywy kobiety w Paryżu? O tak!

Założyłam, że będzie to powieść w stylu Jane Austen. Kiedyś uwielbiałam czytać jej twórczość, dlatego byłam pozytywnie nastawiona także do tej książki. W trakcie czytania okazało się, że historia Polski nie pozwalała pannom i młodzieńcom na beztroski żywot w stylu Emmy czy pana Darcy. W rezultacie okazało się, że książka jest całkiem inna, niż się spodziewałam.

Joachim nie chce pozwolić matce kierować swoim losem, więc opuszcza Gdańsk i jedzie studiować za granicę. Z Luizą było podobnie, choć jej sytuacja, jako kobiety, była gorsza. Jej ustabilizowane życie zmienia się w ciągu kilku dni. Ktoś próbuję ją porwać, matka każe jej za 2 tygodnie brać ślub z siostrzeńcem swojego kochanka, dziewczyna z listów dowiaduje się, że matka kłamała na temat ojca- on żyje i mieszka w Polce. Luiza chce uciec przed małżeństwem do Szwajcarii, gdzie pomogłaby jej siostra przyjaciela. Jednak kiedy na peronie widzi swojego przymusowego narzeczonego, w panice wskakuje do pociągu jadącego do Berlina. Postanawia stamtąd jechać do ojca, do Warszawy.

Mija parę lat. Luiza pracuje jako guwernantka i przebywa wraz z pracodawcami na wsi. Na wakacje przyjeżdża tam ich syn wraz z przyjaciółmi. Tak, właśnie w tym miejscu pojawia się znany nam wcześniej Joachim, a wraz z nim wątek miłosny (i nie tylko) Więcej fabuły już nie będę zdradzać, chociaż powiem, że historia dopiero się rozkręca.

Hanna Cygler napisała powieść o miłości, intrydze i zdradzie. Stworzone przez nią postacie zdziwiły mnie. Grzeczne panny z dobrych rodzin wcale nie były takie grzeczne i niewinne, jak się mogło wydawać. Tak jak mężczyźni, odważały się ulegać żądzom i kierować swoim własnym losem. Nikt nie był wyidealizowany, każdy miał swoje wady. Moja sympatie zmieniały się wraz z przeczytanymi stronami, bohaterowie często mnie denerwowali, zwłaszcza ich uległość i brak pewności siebie, choć może powinnam to złożyć na karb wychowania w tamtych czasach. Nie wiem, jak ocenić tę książkę. Zaskoczyła mnie, była bardziej prawdziwa, niż założyłam na początku. Dlatego bardzo chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami na jej temat, a sama sięgnę po kolejną książkę Hanny Cygler.



Wszystkie okładki książek pochodzą z portalu Lubimyczytac.pl


Pozostała twórczość autorki:


- Grecka mozaika
- Kolor bursztynu
- Tryb warunkowy (I część)
- Deklinacja męska/ żeńska (II część)
- Przyszły niedokonany (III część)
- Odmiana przez przypadki (IV część)
- Dobre geny
- Pokonani
- Czas zamknięty
- Głowa anioła
- Dwie głowy anioła
- Bratnie dusze
- Przekład dowolny
- 3 razy R






















Książka bierze udział w WYZWANIACH:
Grunt to okładka: Kobieta
Klucznik: autorką jest kobieta


sobota, 15 marca 2014

Grunt to okładka: Kobieta

Ta, którą nigdy nie byłam 

Majgull Axelsson


Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2008










Mary (albo Marie) nigdy właściwie nie wiedziała jak ma na imię. Mary czy Marie? W końcu przyjaciele zaczęli na nią mówić MaryMarie i w pewien sposób załagodzili problem. Mary i Marie to dwie różne osoby dzielące wspólne życie. Jednak w pewnym momencie ich koegzystencja została zakończona. Mąż MaryMarie został wyrzucony przez okno przez nieletnią prostytutkę. Leży w szpitalu, ma złamany kręgosłup. Mary chce się nim opiekować, Marie chce go zabić.

Akcja przenosi się kilka lat do przodu. Mary jest ministrem. Marie ma niedługo wyjść z więzienia. Nadal jedna potrafi patrzeć w życie drugiej, widzi co tamta robi i komentuje to. Obie wspominają swoje życie. Dzieciństwo, nastoletnie przyjaźnie, które zmieniły się w znajomości na całe życie. 

Mary czy Marie? Która żyje naprawdę, a która jest tylko wytworem wyobraźni tej drugiej?

Książką próbowałam się najpierw delektować. Czytać powoli i nacieszyć się stylem, którego jeszcze nie znałam. Co kilka stron zamykałam książkę i patrzyłam na okładkę, wizerunek kobiet, nie wiem czemu kojarzący mi się z malarstwem Kilmta. Jednak po kilkudziesięciu stronach już nie potrafiłam dawkować sobie przyjemności.  Historia wciągnęła mnie i musiałam czytać więcej i więcej.

Autorka nakreśliła portret kobiety. Kobiety, którą krępuje moralność i zachowuje się tak, jak powinna. I kobiety, która zrobiła to, co dyktowało jej serce i musiała za to zapłacić wolnością. Mimo, że obie wybrały, w jaki sposób chcą przeżyć swoje życie, żadna z nich nie była szczęśliwa...

To moje pierwsze spotkanie ze szwedzką pisarką, zdobywczynią wielu literackich nagród -  Majgull Axelsson. Pierwsze i na pewno nie ostatnie.  

Inne powieści tej autorki:
- Pępowina
- Lód i woda, woda i lód
- Kwietniowa czarownica
- Droga do piekła
- Dom Augusty

Czytaliście którąś z nich?

Wszystkie okładki książek pochodzą z portalu Lubimyczytac.pl


Książka bierze udział w WYZWANIACH:
- Grunt to okładka: Kobieta
- Klucznik: autorką jest kobieta


piątek, 28 lutego 2014

Grunt to okładka: ZIMA

W lutym na okładkach mieliśmy szukać motywu zimy. Na początku nic mi się nie kojarzyło, jednak potem znalazłam dwa tytuły, które mnie zainteresowały: "Szare śniegi Syberii" i "Dziecko Śniegu". Ostatnią książkę, "Dziesiąty krąg" wybrałam typowo na podstawie okładki- przeglądałam w bibliotece książki Jodi Picoult, której jeszcze nigdy nie czytałam i wybrałam tą z zimą.



Ruta Sepetys - Szare śniegi Syberii
wyd. Nasza Księgarnia, 2011
328 str

Poruszająca opowieść o litewskiej dziewczynie, która z mamą i bratem zostaje zesłana na Syberię. Pomimo ciężkiej pracy, okrucieństwa NKWD i trudnych warunków próbują przetrwać i odnaleźć ojca, który również został gdzieś wywieziony. Lina po kryjomu rysuje wszystkie sceny życia obozowego.I właśnie tego mi zabrakło- jej ilustracji do tej powieści, które jeszcze bardziej potegowałyby wrażenie , jakie robi tak książka.
Autorka pokazuje okrucieństwo wojny, a właściwie ludzi, którzy w niej uczestniczą, którzy uważają, że mogą decydować o losie innych

"Czy zastanawialiście się kiedyś, ile warte jest ludzkie życie? Tego ranka życie mojego brata było warte tyle, co kieszonkowy zegarek". {str 33}

Pokazuje też bezsilność ludzi, wobec zorganizowanego systemu. Mimo, że ofiar było więcej niż katów, to jednak nie potrafili się obronić. Nabierali też świadomości, że świat jest obojętny na ich krzywdy, albo nic o nich nie wie, więc nie mają skąd oczekiwać pomocy.
Tak jak napisano w przedmowie- ta historia równie dobrze mogła zostać opowiedziana przez polską dziewczynę.



Eowyn Ivey - Dziecko Śniegu
wyd. Pascal, 2013
448 str.

Powieść o małżeństwie, które postanawia skosztować prostego życia na Alasce. Kupują ziemię, budują dom, karczują pole i zaczynają uprawiać ziemię. Jednak nie są tak szczęśliwi, jak zakładali, jest im ciągle ciężko. Mieli nadzieję, że uciekną od swoich marzeń o dziecku, którego nie mogą mieć, że znajdą szczęście w prostym, ubogim życiu. Pewnego dnia, gdy spadł pierwszy śnieg, ulepili postać dziewczynki ze śniegu, wyrzeźbili rysy twarzy, zaznaczyli czerwień ust, dali jej szalik i rękawiczki. Następnego dnia figurka ze śniegu została zniszczona, zginęły ubrania, a w stronę lasu prowadziły ślady mały stóp. W ich okolicy zaczęła pojawiać się dziewczynka, jednak gdy pytali o nią sąsiadów, nikt jej nie znał i nie widział. Dziewczynka powoli ośmielała się, zaczęła przychodzić do nich do chaty, ale nadal mieszkała w lesie. Kobiecie przypomniała się stara rosyjska baśń, o parze staruszków, którzy ulepili sobie dziecko ze śniegu, które ożyło, spędzało z nimi zimę, a latem szło w inne rejony. Jej mąż wiedział trochę więcej o dziecku- pewnego razu dziewczynka pokazała mu swojego zmarłego tatę i poprosiła o pochowanie go. Gdy zima odeszła, dziewczynka zniknęła. Wbrew powątpiewaniom mężczyzny, a zgodnie z nadzieją kobiety, pojawiła się, gdy znów zaczął padać śnieg. Czy dziewczynka istnieje naprawdę? Jeśli tak, to dlaczego nigdy inny nigdy jej nie widzi? A skoro jest ich wymysłem, to jak może być tak realna?
Piękna i wzruszająca powieść o miłości, samotności i przetrwaniu. Jestem ciepłolubna, dlatego przerażała mnie ta groźna zima i niezbyt gorące lato. Ale może był to rodzaj pokuty, który małżeństwo samo sobie zadało- nie potrafili być szczęśliwi w wygodnym i ciepłym miejscu, dlatego wybrali całkowicie odmienne warunki. A może chcieli uciec od bolesnych wspomnień? Tak czy inaczej, to naprawdę wartościowa książka, którą polecam i będę czekać na ekranizację, chciałabym zobaczyć piękno tej surowej krainy, której nie potrafię sobie wyobrazić jako miejsce do życia.



Jodi Picoult - Dziesiąty krąg
wyd. Prószyński i S-ka, 2007
368 str

Jak już wspomniałam, to pierwsza książka autorki, po którą sięgnęłam i wiem, że na pewno będę szukać kolejnych. Poznajemy na pozór zwykłą rodzinę: Daniel rysuje komiksy, Laura wykłada na uczelni, Trixie jest nastolatką. Jednak Laura zdradza Daniela, ale nie domyśla się, że on o tym wie. Trixie próbuje odzyskać chłopaka. Okazją ma być impreza u przyjaciółki. Dziewczyna upija się, traci kontrolę nad sytuacją. Nad ranem Daniel znajduje Trixie w łazience, córka skarży się, że została zgwałcona. 
Autorka historię rodziny przeplata fragmentami komiksów, które tworzy Daniel i które w pewien sposób odzwierciedlają ich przeżycia. Bohater komiksu, żeby odzyskać córkę musi zejść do piekła i dojść do Dziesiątego Kręgu. Nie bez znaczenia jest fakt, że Laura prowadzi wykłady dotyczące "Boskiej komedii" Dantego. Ale zaraz, zaraz, tam chyba było dziewięć kręgów? Skąd więc tytuł książki?

"Bo jeżeli najcięższym grzechem była zdrada bliźniego, to jak ukarać tych, którzy oszukali samych siebie. Powinien istnieć jeszcze jeden krąg, dziesiąty, przestrzeń wielkości główki szpilki, a zdolna pomieścić nieprzeliczone tłumy". {str 263}

"Dziesiąty krąg" to książka o trudnej rodzinnej miłości, która sprawia, że ludzie są gotowi zrobić wszystko dla tych, których kochają. To także książka o poszukiwaniu i odkrywaniu samego siebie. 


Wyzwanie "Grunt to okładka", to naprawdę wyzwanie dla mnie, muszę wyszukiwać książki i autorów, o których wcześniej nie słyszałam i dzięki temu poznaję nową twórczość, inną od tej, którą czytam na co dzień. Gratuluję autorce pomysłu! :)

Wszystkie książki biorą udział w wyzwaniu Grunt to okładka, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu, Historie z trupem.

piątek, 31 stycznia 2014

Grunt to okładka- książki z kwiatem

Choć myślałam, że znalezienie konkretnej rzeczy na okładce sprawi mi problem, to jednak w styczniu przeczytałam 2 książki z kwiatem: "Pieśń o poranku" i "Mistrz"


Paullinę Simons poznałam czytając "Jeźdźca miedzianego" i nadal uważam, że to najlepsza jej książka (kto tego nie czytał- gorrrrąco polecam!). Akcja "Pieśni o poranku" toczy się we współczesnej Ameryce. Główną bohaterką jest Larissa- kobieta, której można wszystkiego zazdrościć. Jest piękna, bardzo bogata, ma dobrego i przystojnego męża, trójkę zdrowych dzieci, piękny dom. Codzienne zajmuje się domem, dziećmi, gotuje, robi zakupy, spotyka się z przyjaciółmi. Dlaczego więc pozwala sobie na romans z 20 lat młodszym mężczyzną? Dlaczego zaniedbuje przyjaciół, spóźnia się po dzieci, żeby tylko móc spędzić godzinę w ciągu dnia z nim? Trzeba przyznać, że jest dobra w zdradzie- jej mąż nic o tym nie wiedział, chociaż potajemny związek z młodszym trwał ponad rok.  Dlatego wszyscy są w szoku, gdy pewnego dnia znika bez pożegnania.

Książka potrafi poruszyć i dobrze się ją czyta. Tylko nie wiem czy zabiegiem autorki było stworzenie bohaterki, której nie można zrozumieć, czy to  mój charakter na to nie pozwolił. Dla mnie to opowieść o tym, jak egoizm matki zniszczył rodzinę, dlatego zakończenie mnie usatysfakcjonowało. 



"Mistrz" Katarzyny Michalak to pierwsza polska powieść erotyczna, jaką czytałam. I gdy porównuję ją do kilku innych, które znam, to wcale nie wypada na ich tle źle. To, co ja uważam za zaletę (czyli niewielka ilość scen erotycznych w stosunku do pozostałych scen), innym może się wydać niewystarczającą ilością. Ta książka to taka bajkowa opowieść, tylko przeznaczona dla dorosłych. Piękne kobiety, przystojni mężczyźni, ogromny "zamek" z cudownym ogrodem, egzotyczne kraje. A do tego czarny charakter (a nawet kilka). Mimo prostoty konstrukcji, książka w pewnym momencie potrafiła mnie zaskoczyć. Na początku poznajemy dwie młode kobiety: Andżelikę, która dostaje zlecenie, aby uwieść pewnego mężczyznę i uzyskać od niego informację, i Sonię, która przypadkiem zostaje wplątana w interesy mafii i jako niewygodny świadek zostaje porwana i wywieziona do posiadłości na Cyprze. Mimo swojej niepewnej sytuacji zakochuje się w szefie mafii, ale nie wie czy on odwzajemni to uczucie. 
Wychodzę z założenia, że nie każda książka przeczytana przeze mnie musi być kryminałem lub ma mnie poruszać. Od czasu do czasu lubię poczytać coś lekkiego, przyjemnego i pozwalającego zapomnieć o zimie za oknem, czyli książkową komedię romantyczną. I taki właśnie jest "Mistrz" ;)

Obie książki biorą udział w wyzwaniu Grunt to okładka.
Zdjęcia okładek pochodzą ze strony lubimyczytac.pl

czwartek, 9 stycznia 2014

Wyzwania na 2014 rok

Nigdy nie brałam udziału w wyzwaniach czytelniczych, ale w tym roku spróbuję swoich sił w 2:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu

Grunt to okładka


O wyzwaniu Przeczytam tyle, ile mam wzrostu możecie znaleźć informacje tutaj lub tu. Pod tym drugim linkiem przeliczycie swój wzrost na ilość stron dziennie czy ilość książek w ciągu roku. To szczególnie przydatna opcja dla tych, którzy czytają nie tylko papierowe wydania.
Mam 171 cm wzrostu, więc powinnam przeczytać 86 książek w ciągu roku, około 94 strony dziennie. Podoba mi się pomysł na wyzwanie, chętnie sprawdzę ile cm i stron przeczytam w ciągu roku, ale nie wydaje mi się, żeby udało mi się ukończyć wyzwanie- jak już wcześniej wspominałam, uważam że czytam dużo na miarę moich możliwości, a skoro w zeszłym roku przeczytałam 73, to w tym roku nie będzie ponad 80. Ale kto wie, może się zaskoczę? :)

Grunt to okładka to autorskie wyzwanie autorki bloga Czasu coraz mniej, a książek coraz więcej. Co miesiąc będzie podawany motyw, który ma się pojawić na okładce czytanej przez nas książki. Styczniowy motyw to KWIATY. Zastanawiałam się nad podjęciem tego wyzwania, bo mam na półce kilka książek, które powinnam już przeczytać i kwiatów na nich nie znalazłam. Ale kiedy wczoraj przeglądałam rekomendacje na moim profilu na Lubimy czytać, jako jedna z pierwszych wyświetliła mi się Katarzyna Michalak "Mistrz" z pięknym tulipanem na okładce i to przesądziło sprawę:)

Powodzenia dla wszystkich biorących udział w wyzwaniach!



AKTUALIZACJA
Pojawiły się kolejne wyzwania, w których będę brała udział:

Autorskie wyzwanie Ami - "Czytam opasłe tomiska" *. Co prawda to nawet nie tyle wyzwanie, co przyjemność, bo uwielbiam sięgać po grubsze książki i zżywać się z bohaterami :)
* "Opasłe tomisko" to książka powyżej 400 stron:
- w przypadku pozycji jednotomowej - minimum 400 stron, niezależnie od gatunku
- w przypadku, gdy są to serie wielotomowe - liczba stron nie ma znaczenia (może być mniej niż 400)




I jeszcze jedno przyjemne wyzwanie, w którym wezmę udział (rozszalałam się trochę). "Historia z TRUPEM" u Agi CM.Tym razem chodzi o książki, w których występuje trup :D Sama jestem ciekawa ile takich rocznie czytam :D