Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Stephen King - Przebudzenie

Pierwsze spotkanie Jamiego Mortona i pastora Charlesa Jacobsa nastąpiło, gdy ten pierwszy miał sześć lat i bawił się w ziemi żołnierzykami. Po Strasznym Kazaniu po którym pastor musiał opuścić miasteczko, chłopiec zapomniał o nim. Aż do momentu, gdy spotkał go na jarmarku, gdzie pastor, pod pseudonimem, pokazywał sztuczki związane z elektrycznością. Pastor za pomocą elektryczności wyleczył Jamiego z narkotykowego nałogu. Kolejne spotkanie, po następnych kilku latach pokazało pastora jako uzdrowiciela. Jamie postanawia przyjrzeć się uzdrowieniom i dochodzi do przerażających wniosków…

Okładka utrzymana w odpowiednim klimacie, powtarzane słowa "coś się stanie", zapowiadały mocną książkę, zastanawiałam się nawet, czy ją czytać przy takiej burzowej pogodzie za oknem. Cóż... Książka ma ponad 500 stron, a ja czekałam cierpliwie, bardzo cierpliwie, aż pojawi się wreszcie szumnie zapowiadany mroczny klimat. Jasne, dokonywane elektrycznością uzdrowienia, wiedza na temat zakazanej księgi, budziły pewien lekki niepokój, ale nie taki, jakiego bym się mogła spodziewać podczas czytania powieści Mistrza Grozy. Po raz kolejny książka Kinga mnie zawiodła (czy to na pewno kwestia tylko wygórowanych oczekiwań?), dlatego podejmuję uroczyste postanowienie: będę sięgać tylko po książki Kinga wydane przed 2010 rokiem!

To nie jest tak, że King nagle stracił umiejętność pisania. Dalej pisze dobrze, książkę czytało się szybko mimo dużej objętości, ale zabrakło "czegoś" - elementu grozy, który powodowałby dreszczyk podczas czytania i pobudzałby wyobraźnię przy nieudanych próbach zaśnięcia. Jego wizja, choć może miała przerażać, po raz kolejny do mnie nie trafiła, wywołując raczej śmiech, niż lęk.

Akcja książki toczy się przez wiele lat, narracja jest spokojna i momentami szczegółowa, łatwo się w nią wciągnęłam i z ciekawością śledziłam zdarzenia. Jamie z dziecka, staje się dojrzałym mężczyzną, niespodziewanie uwikłanym w barwne życia pastora. Opowiada swoje przeżycia, akcentując wszystkie spotkania z Charlesem Jacobsem, prowadzące do wielkiego finału. Śledzi poczynania mężczyzny, przeczuwając, że jego celem może być coś niewyobrażalnie złego. 

Mam nadzieję, że fani Kinga nie zlinczują mnie za tak niską ocenę książki. Nadal będę chwalić "Lśnienie", "Misery" czy "Pod kopułą" (wspominałam o tym już przy okazji recenzji "Pana Mercedesa"), ale "Przebudzenia" nie wciągnę na listę książek, które zostawiły ślad na mojej duszy.

Czytaliście? Macie podobne zdanie?

Książka bierze udział w wyzwaniach:

poniedziałek, 6 lipca 2015

Jessie Burton - Miniaturzystka

Petronella miała szczęście. Mimo braku wielkiego majątku, udało jej się znaleźć bogatego męża i wyjechać ze wsi do Amsterdamu. Tam miała zostać panią dom. Ale już stojąc w progu, doznaje pierwszej przykrości- mąż na nią nie czeka, jest w podróży, a domem rządzi jego surowa siostra. Nella czuje się zagubiona, nie potrafi zrozumieć oziębłości męża, niechęci szwagierki, zażyłości służby. Na pocieszenie dostaje od męża prezent, miniaturową replikę ich domu, jedyny dom, którym może rządzić. Od nieuchwytnej miniaturzystki zamawia pierwsze mebelki, później sprzęty i figurki, których nie zamawiała, wszystkie wykonane z niezwykłą precyzją, z zawstydzającą znajomością szczegółów. Dom Nelli ma wiele sekretów, a miniaturzystka zdaje się znać je lepiej od niejednego mieszkańca. Kim jest ta tajemnicza kobieta, która zdaje się przepowiadać przyszłość?
Siedemnastowieczny Amsterdam to miasto pełne bogactwa, zwycięzców, ale też surowych praw. Wielbi tych, którzy przynoszą mu chwałę i zwiększają majątek. Bezlitośnie pozbywa się tych, którzy są powodem do wstydu. Jonathan, mąż Nelli był bogatym kupcem, ale nie był człowiekiem wolnym od wad. Wciągnął dziewczynę do swojej gry, nie zdradzając jej reguł. Nella stopniowo pozbywała się dziewczęcych wyobrażeń o miłości, poznawała zasady rządzące domem i życiem w mieście. Nic jednak nie przygotowało jej na szok, którego doznała, kiedy odkryła tajemnicę męża. A to był dopiero pierwszy z wielu sekretów, który wymagał wyjaśnienia. Każdy kolejny wzmacniał siłę Nelli, zmieniał ją z niewinnej dziewczyny w zaradną kobietę. 

"Miniaturzystkę" czyta się szybko. To książka, przy której nie sposób się nudzić. Tu tajemnica goni tajemnicę, stary dom wydaje się być pełny głosów, szeptów, skradania. Panuje atmosfera pełna niedomówień, strachu przed niepewną przyszłością. Zaskoczyła mnie poruszana tematyka. Ludzie żyjący w siedemnastym wieku wydawali mi się zawsze jednowymiarowi - żyjący ściśle według określonych reguł, nie mający problemów i pokus. Autorka otworzyła mi oczy, pokazała, że miłość, namiętność i żądza także wtedy miały ogromny wpływ, sprawiały, że ludzie byli gotowi ryzykować utratę nie tylko dobrego imienia, ale nawet życia, by je zaspokoić.

Książka zachwyca szczegółowymi opisami pomieszczeń i przedmiotów, nie tylko tych rzeczywistych, ale przede wszystkim tych pomniejszonych, stworzonych z precyzją przez Miniaturzystkę. Każda postać została przedstawiona tak, że bez problemu mogłam je sobie wyobrazić, zapamiętać szczegóły.

"Miniaturzystka" to powieść obyczajową, mocno opartą na tamtejszej rzeczywistości. Zadziwia, zaskakuje, daje nadzieję, by potem ją okrutnie odebrać. Zachęca, by uważnie śledzić karierę Jessie Burton, niecierpliwie czekać na jej kolejne pomysły.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska
- Klucznik: 1. Tyłem, bokiem lub z profilu

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Sarah Jio - Marcowe fiołki

Po rozstaniu z mężem, Emily, pisarka, wyjeżdża na miesiąc do starej ciotki, na wyspę, gdzie w dzieciństwie spędzała wakacje. Prawie natychmiast pojawiają się przy niej dwaj mężczyźni- jej były chłopak Greg i tajemniczy Jack. Ale nie tylko oni pochłaniają uwagę kobiety. Emily znalazła w swojej sypialni pamiętnik sprzed sześćdziesięciu lat. Nie potrafi oderwać się od lektury, tym bardziej, że przyjaciółka ciotki podpowiedziała jej, że dzięki niemu zrozumie historię swojej rodziny.
Po trochę trudniejszych lekturach miałam ochotę na powieść o miłości ze szczęśliwym zakończeniem i liczyłam na to, że książka Sarah Jio "Marcowe fiołki" zapewni mi to, podobnie jak w zeszłym roku "Dom na plaży". Historia zapowiadała się cudownie. Kobieta szukająca pocieszenia w miejscu, które kocha od lat. Przystojny mężczyzna (a nawet dwaj!) i obiecująca znajomość. A do tego tajemnice sprzed lat. Idealny zestaw. Chciałam poznać wszystkie sekrety, zrozumieć ciągły brak odpowiedzi na niektóre pytania.

Polubiłam Emily, świetnie rozumiałam jej uczucia i wątpliwości, podziwiałam za pewne decyzje. Dałam się uwieść klimatowi książki. Cudowne miejsce, przyroda budząca się do życia, dająca nadzieję, nowy, lepszy początek. Wiedziałam, którego mężczyznę wybierze Emily, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Od autorki dostałam to, czego potrzebowałam - lekką, ciepłą książkę o miłości, którą czyta się niezwykle szybko i która przenosi nas w świat pięknych uczuć. "Marcowe fiołki" polecam każdemu, kto chce sięgnąć po historię miłośną z gwarancją dobrego zakończenia. Poprawia humor w taką deszczową pogodę.

Książki Sarah Jio:
- Dom na jeziorze
- Dom na plaży {ocena 7/10}
- Jeżynowa zima
- Kameliowy ogród
- Marcowe fiołki {ocena 7/10}

czwartek, 18 czerwca 2015

Katarzyna Bonda - Pochłaniacz

Profilerka, Sasza Załuska wraz z kilkuletnią córeczką wraca z Anglii do Polski, by kończyć doktorat i podjąć spokojną pracę w banku. Jednak szybko przyjmuje nietypowe zlecenie- ma sporządzić profil osoby, która wysyła anonimowe pogróżki jednemu z właścicieli klubu „Igła”. Sasza wkracza do gry i zaczyna rozmawiać z ludźmi z otoczenia zagrożonego biznesmena. Drugi właściciel klubu to Janek „Igła” Wiśniewski, piosenkarz znany z jednego przeboju- „Dziewczyna z północy”. Kilka dni później okazuje się, że Igła został zamordowany, a menadżerka klubu walczy o życie w szpitalu. Sasza spotyka dawnych kolegów z policji i oficjalnie wkracza do śledztwa, bacznie obserwowana przez zwierzchników. To śledztwo, to możliwość uziemienia miejscowej mafii. Kto gra w jednej drużynie, a kto został już przekupiony? I co wspólnego ma z tą sprawą ksiądz i burzliwa historia jego młodości?

To książka napisana z rozmachem, poruszająca wiele aktualnych tematów. Piramidy finansowe, alkoholizm, układy, które rządzą miastem, korupcja w polityce, korupcja w policji. Dobrzy gliniarze pragnący poznać prawdę i ukarać winnych. Źli gliniarze, opłacani przez mafię i wpływowych ludzi, mający za zadanie mataczyć w śledztwie, kierować je na fałszywe tropy. W „Pochłaniaczu” nie jest łatwo z pełną precyzją powiedzieć, kto jest po czyjej stronie, kto wykonuje swoje obowiązku rzetelnie, a kto doskonale udaje. Ten zabieg potęguje element zaskoczenia po rozwiązaniu zagadki. Autorka przedstawiła szczegóły prowadzenia śledztwa, przede wszystkim analizy zapachowej, o której czytałam z rosnącym zainteresowaniem, profilowania, mozolnego zbierania i selekcjonowania dowodów.

Sasza Załuska niczym nie odbiega od kryminalnych wzorców. Z problemem – ciągłą walką o wytrwanie w abstynencji, samotnie wychowująca córkę. Z sekretem sprzed lat, potęgującym zainteresowanie. Została pokazana w różnych rolach. Jako matka, wyrzucająca sobie, że nie jest idealna, że nie poświęca swojemu dziecku tyle czasu, ile powinna. Jako profilerka - skupiona na swoim zadaniu, silna, zdeterminowana, by poznać prawdę, mimo zwątpienia w jej umiejętności. Jako była alkoholiczka – narażona na ciągłe pokusy, wykazująca się silną wolą. Jako kobieta – w szokujących wspomnieniach z przeszłości.

Powieść rozkręca się powoli. Przedstawiono tragiczne wydarzenia z 1993 roku, które miały wpływ na obecny bieg wydarzeń. Miałam czas na poznanie bohaterów, na wysłuchanie ich historii, wysnucie pierwszych wniosków. A potem nagle zaczyna się właściwa akcja, elementy układanki wskakują na właściwe miejsca, a ja z ustami otwartymi ze zdumienia i palcami coraz szybciej przewracającymi strony, chcę czytać szybciej i szybciej, by poznać rozwiązanie wszystkich tajemnic. I chwila opamiętania- przecież miałam się cieszyć z czytania, delektować każdą stroną. Po czym znów wracała niepohamowana ciekawość, zmuszająca mnie, by dowiedzieć się wszystkiego jak najprędzej.

Katarzyna Bonda bardzo skutecznie mieszała mi w głowie. Podsuwała różne możliwe rozwiązania, by na końcu zrobić z nich elektryzujący koktajl, wykorzystując przepis, który uwielbiam. Kilku podejrzanych, trochę motywów zbrodni, wiele niewiadomych i osoba, która musi powiązać ze sobą wszystkie wątki. Na koniec coś gorzkiego, co nie pozwoli tak szybko zapomnieć smaku, będzie intrygować i zmuszać do ponownego spróbowania przepisu. Odpowiednio wstrząśnięte i zmieszane. Wyszło przepysznie! I mam ochotę na więcej!

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska
- Klucznik: 2. polska autorka

 






Książki Katarzyny Bondy:


  • Cykl z Hubertem Meyerem
      1. Dziewiąta runa (wydane też jako "Sprawa Niny Frank")
      2. Tylko martwi nie kłamią
      3. Florystka {ocena 8/10}

  • Cztery żywioły Saszy Załuskiej
      1. Pochłaniacz
      2. Okularnik 
  • Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania.
  • Polskie morderczynie

czwartek, 28 maja 2015

Markus Zusak- Złodziejka książek

Liesel, jako dziesięcioletnia dziewczynka, trafia pod opiekę rodziny zastępczej - Hansa i Rosy. Załamana śmiercią brata i opuszczona przez matkę, dziewczynka z trudem przyzwyczaja się do nowych warunków. Hans powoli staje się jej powiernikiem, ratuje ją podczas nocnych koszmarów i daje największy dar- uczy czytać złodziejkę książek. Po pogrzebie brata dziewczynka ukradła swoją pierwszą książkę - "Podręcznik grabarza", jednak nie potrafiła jej przeczytać. Liesel przy pomocy Hansa uczy się powoli czytać, poznaje nowe słowa i ich magię, kradnie kolejne książki, z nieodłącznym przyjacielem u boku. Przyjacielem, przed którym ma tylko jedną tajemnicę. Gdyby wyszła na jaw, mogłyby się stać niewyobrażalnie złe rzeczy... A wojna coraz bardziej zbliżała się do miasteczkach, by zamieszać w życiu jego mieszkańców.

O książce było na blogach głośno rok temu, przy okazji premiery filmu i wydania książki w filmowej okładce. Mnie ta moda prawie ominęła. Prawie, bo kupiłam książkę, ale nie przeczytałam jej od razu. Kiedy pokazałam Wam mój stos zaległościowy, jednym z najczęściej pojawiających się tytułów była „Złodziejka książek”, wiedziałam, że pora przestać się wahać i czas wreszcie sięgnąć po tę zachwalaną pozycję. Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce, nie pamiętałam nawet zarysu historii, choć czytałam wiele jej recenzji. Dlatego czytałam ją z otwartym umysłem, delektując się opowieścią, nie wybiegając niepotrzebnie myślami naprzód, nie wymyślając zakończenia.

Narratorem powieści była Śmierć. A w zasadzie powinnam napisać „był”, bowiem Śmierć to mężczyzna, który opowiada historię złodziejki książek. Dziwny to narrator, który w swojej opowieści zdradza ważne szczegóły przyszłych zdarzeń (a ja mimo wiedzy, co się stanie, zostałam na końcu zaskoczona). Przedstawia historię Niemców, zwykłych ludzi, którzy odczuwali skutki wojny wywołanej przez ich przywódcę. Oczywiście ich los był zdecydowanie mniej uciążliwy, niż ludności, która została napadnięta. W niedużym miasteczku życie, mimo wojny, toczyło się spokojnie. Była bieda, szczególnie w dzielnicy, w której mieszkała Liesel, lecz nie było niebezpiecznie, jeśli tylko zachowywało się pozory.

Urzekł mnie język powieści. Tak jak złodziejka książek chciałam kolekcjonować słowa, które pięknie łączyły się w zdania. Wtrącane uwagi Śmierci, opowiadania Maxa, urozmaicały treść książki. Bez problemu zrozumiałam co fani książki widzą w „Złodziejce książek”. To nietypowa opowieść o niezwykłej dziewczynce osadzona w czasach drugiej wojny światowej. Jednocześnie książka jest całkiem inna niż pozostałe opowiadające o wojnie. A Liesel była nietypową bohaterką. Do szczęścia wystarczała jej możliwość czytania książek i kilka bliskich osób wokół. Wojna sprawiła, że potrafiła docenić codzienne życie, małe przyjemności, wartość przyjaźni. To książka o książkach i miłości do książek, do słowa pisanego, szacunku do nich. 

Postawmy współczesnego mola książkowego na miejscu Liesel. Co byłby w stanie zrobić w tych ciężkich czasach, by zdobyć kolejny tytuł? Ile razy byłby stanie czytać jedną książkę, nie tracąc radości z czytania? Sama łapię się na tym, że chcę czytać coraz więcej i więcej nowych książek, zapominając, że kilka lat temu potrafiłam co jakiś czas wracać do moich ulubionych, czytać je ponownie i za każdym razem czerpiąc z tego przyjemność. A jak jest u Was? Zdarza Wam się teraz wracać do dawnych ulubionych powieści?

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Stos zaległościowy (2/20 +2)










Książki Autora:
- Moje tak zwane życie
- Posłaniec
- Walczący Ruben Wolfe
- Złodziejka książek

niedziela, 26 kwietnia 2015

Eleanor Catton - Wszystko, co lśni

Niezwykła historia intrygi, w którą uwikłane jest wiele osób i którą jeszcze więcej osób stara się opowiedzieć Walterowi Moody. Młody mężczyzna tego dnia przybył w tajemnicy do Hokitika w Nowej Zelandii, by spróbować szczęścia jako poszukiwacz złota. Przypadek sprawił, że w hotelu, w którym się zatrzymał, zebrało się dwunastu mężczyzn, próbujących wyjaśnić kilka tajemnic, najwyraźniej ze sobą powiązanych. Gdy zszedł do hotelowego salonu, natknął się na to nieformalne zebranie i, po początkowej nieufności, został wkrótce wciągnięty w wir opowieści o śmierci pijaka, próbie samobójczej dziwki, wizycie ważnego polityka, zniknięciu bogatego młodzieńca, sztabkach złota, testamencie i darowiźnie. Podczas nocnych opowieści próbują znaleźć powiązania między tymi zdarzeniami, nie zdając sobie sprawy, że minie jeszcze trochę czasu, zanim poznają wszystkie szczegóły tej zawiłej historii.


Zastanawiacie się, skąd dość niska oceny, książki z nagrodą Bookera. Cóż, też się zastanawiam. Widocznie Booker i ja nie mamy podobnego gustu. Nagroda Ensorcelee zostałaby przyznana Minierowi i Bondzie, tak na początek. Ale wracam do lśniącej książki, swoją drogą przepięknie wydanej, która kusi tajemniczą twarzą kobiety, nietuzinkowym tytułem i opasłością. Na początku została zamieszczona mapka Hokitiki i spis osób, przy takiej mnogości bohaterów, to naprawdę dobry pomysł, już trzynaście osób poznajemy w hotelowym salonie, do tego dochodzą bohaterowie ich rozmów. Od razu przyznaję, że spodziewałam się tu raczej przeczytać sagę rodzinną czy może wiktoriańską powieść o miłości, dlatego byłam trochę rozczarowana i długo zastanawiałam się, z czym kojarzy mi się ta książka. XIX wiek, dżentelmeni w nieoswojonym miejscu, trochę przygody- wymyśliłam w końcu, że może z „W 80 dni dookoła świata” i tak bardzo luźno z książkami Karola Maya (swoją drogą, kiedyś je uwielbiałam!). Czytało się przyjemnie, język nie sprawiał trudności, jedynie ilość stron sprawiała, że nie była to dla mnie lektura na więcej niż kilka wieczorów. Przez to rozciągniecie w czasie, straciłam trochę na odbiorze książki. Tajemnice, które nie dawały spokoju na początku, nie dawały już takiej satysfakcji, gdy zostały wyjaśnione na końcu. 

Podziwiam autorkę, za kunszt w żonglowaniu taką ilością postaci, z których każda miała swoją, przeważnie smutną historię. Niezależnie od pochodzenia, czy pozycji, wszyscy wierzyli, że złoto jest w stanie zapewnić im szczęście i szukali go w tej odległej krainie. Okazało się jednak, że znalezienie złota wcale nie rozwiązuje wszystkich problemów i że ma mniejszą wartość, niż głoszą legendy. Czego szukać w życiu w takim razie? Chwili zapomnienia w ramionach przypadkowej kobiety?Romantycznej miłości, nieprzystającej żądnym przygód mężczyznom...? 

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Klucznik (dziewczęta i kobiety)
- Czytam Opasłe Tomiska

środa, 22 kwietnia 2015

K.A. Tucker - Dziesięć płytkich oddechów


Kacey jako jedyna nie zginęła w wypadku samochodowym, w którym śmierć poniosły cztery bliskie jej osoby, jednak utraciła wtedy sens życia. I choć od tamtej pory minęły już cztery lata, ona ciągle nie może tego przeboleć i przebaczyć sprawcy. Z młodszą siostrą wyprowadzają się od rodziny, wynajmują tanie mieszkanie i rozpoczynają nowe życie w Miami. Zamknięta w sobie Kacey nie chce rozmawiać o przeszłości, tworzy wokół siebie mur obronny, który ciężko sforsować, nie chce nikogo dopuścić do siebie bliżej. A jednak jej zapora nie jest wystarczająco silna, Kacey, wbrew sobie zaprzyjaźniła się z sąsiadką i jej córeczką i zaczęła darzyć uczuciem przystojnego Trenta. Przed Kacey jeszcze ciągle kilka niebezpiecznych zakrętów na jej życiowej drodze. Czy pozwoli sobie pomóc?


Do tej pory byłam przekonana, że nie lubię nurtu YA/NA w literaturze, gdzie wszyscy bohaterowie są podobni i mają podobne zmartwienia. K.A. Tucker zmieniła moje zdanie. Kacey nie była zalęknioną studentką, lecz dziewczyną, z powodzeniem udającą pewną siebie, która utrzymywała siebie i młodszą siostrę. Swój strach maskowała agresją, cieplejsze uczucia- oziębłym tonem. Ale kiedy jej sąsiadem zostaje niesamowicie (a jakże!) przystojny Trent, Kacey przestaje być sobą i wszystko się zmienia… Oczywiście Trent też ma sekret z przeszłości (i tu mankament książki: już w połowie można się zacząć domyślać, o co chodzi), który rozbije ich związek, ale… sami wiecie, takie książki przecież muszą się dobrze kończyć!

Kilka scen łóżkowych napisanych ze smakiem, nie powinno razić osób nielubiących erotyków, ale pozwoliło oddać napięcie między młodymi ludźmi. Do tego dodajmy kilka zabawnych momentów i kilka takich, które wstrzymywały mój oddech na chwilę.

Dlaczego spodobała mi się taka przewidywalna, zgodna z regułami romansu książka?
Bo mnie wzruszyła, a ostatnio rzadko to się zdarza.
Bo bohaterowie, choć zwyczajowo idealnie wyglądający, nie mieli schematycznych charakterów.
Bo poruszony został problem pijanych kierowców, który wzbudza we mnie duże emocje.
Bo zauroczyła mnie okładka.
Bo książka pozwoliła mi się oderwać od rzeczywistości, kiedy tego potrzebowałam i spędzić miło czas.
Tylko tyle, czy aż tyle?
Mnie wystarczyło, a Wam?

Dlatego jeśli ciągle (lub prawie ciągle, jak ja) czytacie kryminały, oderwijcie się od nich na wieczór, czy dwa, sięgnijcie po „Dziesięć płytkich oddechów”. W ten sposób zaspokoicie kobiecą stronę duszy. Polecam! 

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam Opasłe Tomiska 

Pozostałe książki K.A. Tucker:
Cykl Ten Tiny Breaths:
1. Dziesięć płytkich oddechów
2. Jedno małe kłamstwo
3. Cztery sekundy do stracenia