środa, 21 maja 2014

"Gwiazd naszych wina"


Uwaga, znów przeczytałam książkę dla młodzieży, ale tym razem polecaną na wielu blogach, więc nie musicie się bać mojej opinii.

Hazel Grace ma szesnaście lat i ma raka. Zdaje sobie sprawę z tego, że niedługo umrze, chociaż lekarstwa przedłużyły jej życie o kilka lat. Zdaje sobie również sprawę z tego, że śmiercią zrani ludzi, którzy ją kochają, przede wszystkim rodziców. Porównuje siebie do granatu, który pewnego dnia wybuchnie, siejąc spustoszenie wśród najbliższego otoczenia. Dlatego kiedy poznaje Augustusa Watersa początkowo wzbrania się i nie chce pozwolić ani sobie, ani  jemu na głębsze uczucie. Chłopak jednak nie poddaje się łatwo, zaprzyjaźniają się, a on chce spełnić jej pragnienie- poznanie dalszych losów bohaterów jej ukochanej książki. Wykorzystuje swoje marzenie z fundacji na podróż do Amsterdamu wraz z Hazel i jej mamą, by spotkać się z pisarzem. Kilkudniowy pobyt tam jest przełomowy w ich życiu.
Chyba nie powinnam nic więcej pisać, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Ale jeszcze podzielę się moimi odczuciami.

Książka była delikatna. Autor poruszył trudny temat, jednak zrobił to subtelnie, skupiając się bardziej na emocjach bohaterów, niż na ich cierpieniach i niedogodnościach związanych z chorobą, choć nie sposób tego pominąć w książce o takiej tematyce. Na pierwszy plan wysunęła się miłość. Taka nastoletnia miłość ma w sobie coś wzruszającego. Zresztą każda ma, ale ta pierwsza jest najbardziej niewinna, może trochę niezręczna i naiwna, pozbawiona sztuczności, dlatego czytałam o niej z uśmiechem na ustach..

Na początku myślałam, że będzie to powieść w stylu „Jesiennej miłości” Sparksa. Ale zdecydowanie nie. Zostałam zaskoczona, poruszona już w połowie książki, więc nie byłam w stanie przewidzieć zakończenia.„Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń”- wielokrotnie powtarzali bohaterowie. To pogłębiało odczuwany przeze mnie smutek i współczucie dla głównych bohaterów, młodzi ludzie powinni być pełni optymizmu i nadziei, a nie żyć z przekonaniem, że nie można spełniać swoich marzeń.

Książka wprawiła mnie w nastrój melancholijny, zmusiła do refleksji o śmierci. Nieważne czy bliska osoba umiera w wypadku czy z powodu choroby, jednak zmienia życie tych, którzy ją kochali. Nagle zaczyna się zwracać uwagę na banalne sprawy, które zwykle przemykały obok nas prawie niezauważenie. Zapach, szorstkość dotyku, smak pocałunku- choć na co dzień nie myślimy o tym, nagle pragniemy sobie wszystko przypomnieć. Chociaż ta powieść nie stanie się moją ulubioną, jednak doceniam, że wzruszyła mnie, zwróciła uwagę na kruchość życia, przypomniała, że należy z niego korzystać i dbać o miłość. Jeszcze muszę dodać, że zostałam wręcz zahipnotyzowana przez tytuł książki. Trzy słowa, które przyciągały mnie nawet po skończeniu czytania.


Pozostałe książki autora:
- 19 razy Katherine
- Papierowe miasta
- Szukając Alaski

Okładki książek pochodzą z portalu Lubimyczytac.pl

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Klucznik: 1. Z kolorem w tytule
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
- Najpierw książka, potem film



6 czerwca do kin w Polsce wchodzi ekranizacja książki „Gwiazd naszych wina”. Także jeśli już ją przeczytaliście, możecie ze spokojnym sumieniem pójść obejrzeć i porównać wrażenia :)